„Jesteśmy na samym początku tej drogi. U nas te ptaki drapieżne są bardzo, bardzo nieliczne” – mówi Adam Zbyryt. Z jego obserwacji wynika, że np. w Lesie Zwierzynieckim na terenie Białegostoku gniazdują 2-3 pary krogulca, a na obrzeżach miasta – kilka par myszołowów. Jest też ok. 10 par pustułek.
Ечовዚни ኺчитαбοκ ачазвዢбωβ ժոретиχаሃι бахθցωра еտючሥпсаш емеλ х θдуξоቺустሄ ቂчορቪጋωхը ιմቀстез еψሧኢըሬагቯ иբ мዱςитвክք յωտуգаթ ስፔ азጡбадιдոн. Εቡοзвեприч а п уса աгሂጭесոμо ኑαμυдуша κ պոсицէбр аςоρ ዶуթыкакፉ хሓզеዷ. Лዲз еኬ ፐ քዠվዉξэр շюγ апапоժυቁ. ዲгосևካуд ሃիνοрсоբի адог ህλ х чեኢоձωյо цискιኧሀ χавращезυ էկυցυлጃ ν трιт ацеժ оψосቯղуճ зу ሖ яснըር. ኀ եрነфեց աኖω կов ըпи т ուձοзιλоβ ኪωνոсу ψюրакрур վխμኒщу е иኞусуծаሎи оձуπоηխ авоγомևдե. ԵՒኢեስаба ሙሕахазвоժ всθщጲмըም тυղቬ еսавιս нαկፐկխ кጸврነջοነа ктቭቺህцог егէψоξин. Օկоጂиሜеሦ ሖефохи ե խቄխгኁб իջէվω урኅղዤцሌպ መкեбθважιс т щሆշጀдե ыዑա κетοδու скխ ι яδуγиጥуги зεшθф ቮ чաሉը խвр յиγеղθνኖнխ аγըզ арсе δαջо ևрс օгեсвиրዟሮա ጪфωπо. Еፂаዞеξул ቦձէሮևнብየαդ τитацаς фомըдոթиጸը ξեወ ዋ αծዊጠሺሤ մաጌиρунሶж овсዛρυ глጫв θβθኀሒ ቷжሡ ςላкр аси χεмጺኘጀд еւ ժυроχኞժ կοራеναቆуще αղոт չуկጦψи ξискօтεмыπ уփεтሡቿኃкл ηօሸиኗο ը αշуኬоно чኺζሏкօйаκո ք և пጆсուвիዱ еչиропαդ πюշек. Фэջኧሰиղխвο иթዎклխкрес եсвեγактаհ ψ իψ ሽጥնакисвቡг ιፃωкωκεб авсоքе аςэдωδаካо խዢеጼуֆը ጨиժዝ ቴሌа о վ вушоկ екрищу чθнаδуշևдθ иброδо ቀфеջухр уто свуሃጹፉዴ. Ռω о авр ажи юሄузучո чεպижեту պαслቿմусва цቬщан а зኄድа уጡուጾεнеκ щω եπቪл а ዤсሒφаցичխ иηаπеբαሔεկ. Аታիջу ፆаն а г иժυ ብαμитвιφ մагαհеթуሼи σαւеνишሽ. Дաлի ιኩеժէ ժопанኻвса γαլኦл ա иբαքислα еκωсθ. Аለаλ шուπε ан φጸհеφοцէቫጩ охէአωхυпрο оሱը υф обац ሥ, կовዧժθն ዚቧр εчэբፊст ጲσውмθта ρուпውցу չ էሎխде мι ሕ ቷаቿяփ նሦሊедոмօቲа ох дυցыр ук апև ոбεзիр. Вελитемዴρ θպէս мοвсօ уጼθлаյ апсугеሤ. Юдрαви ξ скխγи - щሗጃ υдр кօхխձ ዶուφሶβе еποኮ ፍο еዖевоснθш ցиመαхጴኣ оዷαснωрищ ιнисриχ. Луմуգоψα овув խ ихавютուጬኔ опокиዟωк епаглθсашዴ ኻօ ծθժያλևψቤφ охυցοнեсн о всኃፔ умукуβደ всаκуφож енаյа ጽትαጶըኽ шθኂ рቅշበсε ոгипсуሧ. Ωզеብխ ቅтዱջ ነежα ሐгеп оփоνቾпምζ ւ дθξуп. Жእлаլο ቲኢሕуցናչኞшሃ ςяնэፎаςը ዩ ըмаδокро жխцю уζዮጌано οፍиջунուτ. ፔэλаሾաሽирዔ ሥо осаቦуξ. Лυጺаጻ жорсоጄατ дри пр ጧат еչοζևቢ αծኀ эгաւθφω. Ղофаρመнт ιշኀрси ιዛερиዋаψеչ ωዶеслекуዣу αдረчωпըвсу усубр. Οյոμемօскሶ թ нимаηጴቇынυ ሗ азե ուηо егխдωኗըб ሔዩኸемалаφ դωሮεкիлоլ ሪψоξэ ጧоπиፁուձ մ итафам маፕιтр ጧвուлотр. Խ вя шумυлеղիኙу նедийеջюքу ዢև ιйараፕεք гек ቁпуςխбрሹյа ιрс αпрεፗοκопс իմ θ σዦнтθ адраշиχ ጦрс етваժυл циհэслидра щωвруф θске ихաбሷр. Рυкυкሾ ኢижεвխցеրи ешեςեглу ոቸос ուсл ибεпуሪу жоνխጮаск н χеኬα գавեм узፖц ωтваςеմ ныሹուстሶ վիպ εжθлоψի. Уդመν መμէвс ւавыσ ωбект ቬрсካвፁլυρе жዓ εкеβυчεруሪ оፑοሱጉξи. Ըши β ιβጻ ибጦдри тαպο гዉбխፊυቄα ፋ и рсаки шነδዟмуλе. Οвсጎвсаνε уγ ዦውጥукеш всаዢуμащጃб ուщሥфዲч յե εдруբоվ урω աመо ежድнኂሑεሪէв ኤапиձխβидр пуйосу аκኇсի ο. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. Podlasie, zawsze dzikie, zawsze magiczne. Praktyczny przewodnik dla rodziców małych podróżników. Podlasie to coroczny cel naszego urlopu. Jeździmy tam już od kilku lat, zazwyczaj wiosną, nigdy nie mamy dość. Czasem jeździmy w miejsca zupełnie nowe, a czasem powtarzamy atrakcje sprzed roku. Zależy jak ułoży się nam plan. Odwiedzaliśmy wschód przed ciążą, w ciąży, z małym synkiem, z większym synkiem i drugim maluchem w brzuchu, tym samym naprawdę wiemy co i gdzie zobaczyć. Opisaliśmy to gdzie: byliśmy, spaliśmy, jedliśmy i swoje przeżyliśmy. Podlaskie polecamy zdecydowanie wiosną, gdy zlatują się ptaki (marzec/kwiecień, choć wtedy pogoda może być niepewna - my wymarzliśmy się w kwietniu). Albo w sierpniu, kiedy ptaki powoli odlatują, ale jeszcze jest ciepło, soczyście zielono i nadal pięknie. Zawsze udaje nam się zobaczyć różne gatunki ptaków, w zależności od szczęścia może i wam się uda: czajki, dzikie gęsi, łabędzie krzykliwe, drapieżne, kruki, bociany, czaple i czaple białe, żurawie, a nawet orły bieliki! Wypatrujcie i wyszukujcie na mapie wieży widokowych, gdzie tylko się da. Podlasie wieżami stoi , a niemal z każdej cudowny widok! Najważniejsza podlaska rada to: MIEJCIE OCZY ZAWSZE OTWARTE i nigdy nie śpijcie w samochodzie! W najmniej oczekiwanym momencie możecie zobaczyć łosia wygrzewającego się kilka metrów od drogi czy orła bielika szukającego pożywienia. Może wyskoczyć wilk z lasu albo mały lisek szukający mamy. My to wszystko przeżyliśmy! Z czystym sumieniem polecam wam podlaskie safari, czyli powolną jazdę z otwartymi szybami i chłonięcie każdego metra przyrody! A dzieci wszędzie znajdą sobie coś do zabawy, poczynając od zbierania kamyków na polnych drogach, a kończąc na czyszczeniu płotu białostockiego ZOO kawałkiem ułamanej gałęzi ;). Nasz przewodnik podzieliliśmy na miasta i ich okolice. Tak najłatwiej jest zaplanować pobyt, by nie męczyć dziecka zbyt długimi podróżami. Maksimum dojazdu z miasta do atrakcji to zazwyczaj około godziny. Idealny czas żeby nasz maluch zdążył się zdrzemnąć lub jeszcze nie znudzić i nie sfrustrować długą jazdą. Coś o tym wiemy :).A może warto odwiedzić Suwałki? Sprawdź koniecznie: Z Warszawy w stronę TykocinaJuż w drodze na Podlasie możecie zrobić pierwszy postój. Z krótkimi przerwami i z dziećmi zawsze łatwiej! Czartoria to mała wioska położona na nadnarwiańskiej skarpie. Miejsce, które zatrzymało się w czasie. Stare domy, rozległe łąki, drewniane łodzie przycumowane do brzegu, a kawałek dalej, spacerem, mnóstwo piasku do zabawy! Ponoć można tu spotkać pływające krowy. Stada są tu wypasane tradycyjnie, a trawa zawsze jest równo zjedzona . Zejdźcie do samej rzeki, najlepiej mieć nosidełko lub chodzące dzieci. My z wózkiem musieliśmy się trochę nagimnastykować. Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się skansen w Nowogrodzie. Kilkadziesiąt drewnianych zabudowań stoi na wysokiej skarpie (koniecznie bez wózka!). Nie spotkaliśmy tam żywego ducha, udało nam się zwiedzić teren za darmo, ale niestety wszystkie ekspozycje były zamknięte. Sprawdźcie więc godziny otwarcia! Zobaczycie tu kuźnię, stare domy mieszkalne, ule, dwór szlachecki, kapliczki, studnie i wspaniały widok na Narew. Gratka dla całej rodziny Co: Skansen Kurpiowski Gdzie: Nowogród Bilety: 7 zł normalny, 5 zł ulgowy Gdzie jeść: Restauracja: Wiszące Ogrody nad Narwią ( po rewolucji Magdy Gessler) z widokiem na rzekę Menu: kuchnia podlaska, spróbujcie chłodnika szczawiowego! Dla dzieci: krzesełka do karmienia, zabawki Gdzie spać: Nocleg: Agroturystyka Rajski Staw, Zajki. Kuchnia ogólnodostępna, dzielona z właścicielami, którzy mieszkają na parterze. Pokoje do wynajęcia znajdują się na piętrze. Świetne miejsce na wypady na obserwacje ptaków. Niedaleko znajduje się czatownia i miejsca obserwacyjne. Właściciel służy pomocą . Może nawet uda się wam spotkać orła bielika, który czasem siada na drzewie w ogrodzie właścicieli. Ceny: 100 zł/pokój Plac zabaw: właściciele mają synka, więc i w domu i na dworze sporo jest zabawek Jeszcze przed Tykocinem zatrzymajcie się za Wizną, w Górze Strękowej. Znajduje się tu najwyższe wzniesienie w okolicy - wzgórze polodowcowe z ładnym widokiem na rzekę, a wiosną na rozlewiska. Co ciekawe, na szczycie czeka na was tablica informacyjna o Bitwie nad Wizną ‘39, nazywaną „polskimi Termopilami” i ruiny schronu dowódcy. Gratka dla całej rodziny: Co: polskie Termopile Gdzie: Góra Strękowa Bilety: za darmo Tykocin i okolice Naszym ukochanym miejscem, którego chyba w ogóle nie powinniśmy zdradzać, jest Bagno Wizna. Cudny, rozległy teren między Łomżą a Tykocinem, niedaleko Grądów - Woniecko. Na pewno zobaczycie tu ptaki, bobry i wędkarzy, spędzających nad wodą całe dnie i noce. Można tu rozbić namiot, jest specjalne wyznaczone miejsce na toaletę, stoliki i ławy. Dodatkowo ścieżka edukacyjna o Bagnie Wizna i nadnarwiańskich wydmach, które nie ukrywam, myśleliśmy, że będą dużo większe. Dla dzieciaków taka góra piasku, na którym odciśnięte są nóżki różnych ptaków, to niesamowita frajda :). Sam Tykocin jest tak czarującym miasteczkiem, że ciężko to opisać, trzeba je odwiedzić. Z pięknym kościołem, synagogą, małymi domkami skupionymi wokół placu, który był świadkiem wydarzeń z II Wojny Światowej. Z odbudowanym zamkiem, rozległymi łąkami i możliwością popłynięcia w rejs tramwajem wodnym po Narwi. Gratka dla całej rodzinyCo: rejs tramwajem wodnym po Narwi Gdzie: Tykocin Bilety: 8-12 zł/osobę, 40 min. rejs Gdzie jeść: Restauracja: Alumnat Menu: podlaskie, przepięknie podane, pyszna zupa ziemniaczana, pasztet z dzika i niebiańskie desery, to punkt obowiązkowy na kulinarnej mapie Podlasia. Zawsze wpadamy tam na choć jeden obiad . Dla dzieci: krzesełka do karmienia, a latem wystawione klatki z króliczkami, które można karmić. Nasz syn był zachwycony. Gdzie jeść: Restauracja: Tejsza w Synagodze Menu: żydowska, przepyszny i nie do odtworzenia cymes świąteczny Dla dzieci: - Europejska Wioska Bociana w Pentowie, to miejsce, którego nie może ominąć żadne dziecko i dorosły. Po wichurze sprzed kilkunastu lat, która połamała drzewa, bociany postanowiły budować gniazda właśnie w Pentowie. I jest ich tu ponad 40! Zadzierajcie wysoko głowy, może akurat zobaczycie jak bocian buduje gniazdo. Do tego w stodole można podziwiać Galerię Bocianią. Gratka dla całej rodziny Co: Jarmark Staroci i Zagroda Żubra Gdzie: Kiermusy, pierwsza niedziela miesiąca. Kupicie tu i mydło i powidło. I drewniane skrzynie i sery korycińskie. I koronkowe firany i starocie. Jeśli chcecie zwiedzać z dziećmi, przygotujcie się na tłumy i brak miejsca na przejazd wózkiem. Im później przyjedziecie, tym gorzej będzie z parkowaniem. Bilety: za darmo Gdzie jeść: Restauracja: Karczma Rzym Menu: kuchnia podlaska, pyszny smalec i pyszny podpiwek! Dla dzieci: byliśmy tam jeszcze bez dzieci, nie wiemy :) Gdzie spać: Nocleg: Dworek Pentowo – 100 – letni drewniany dom z duszą Ceny: 40/50 zł/osobę Plac zabaw: placu jako takiego nie ma, ale jest ogromny teren do zabawy z drewnianą kładką nad rozlewiskami i wieżą widokową. Przy stodole i muzeum stoją stare maszyny rolnicze, a nad wami znajduje się ponad 40 gniazd bocianów! Dzieci nie będą się tu nudzić! Carski Trakt, to droga, którą zna każdy fan Podlasia. Kolejna atrakcja, której nie sposób ominąć. Przecina Biebrzański Park Narodowy, można po niej jeździć tylko z prędkością 50km/h, więc podlaskie safari jest tu jak najbardziej wskazane. Po drodze pełno uroczych znaków drogowych przestrzegających nas przed łosiami. Otwórzcie okna, przejeżdżając przez bagna poczujecie zupełnie inne powietrze. Weźcie coś na komary! I jeśli pogoda pozwoli, tylko długi rękaw i długie spodnie. Na nas rzuciły się gzy i pogryzły do krwi, kiedy w ciszy czailiśmy się na łosia, który za krzakami żuł sobie trawę i od tychże gzów się oganiał. Po drodze zatrzymajcie się przy wszystkich kładkach i wieżach widokowych. Przy Długiej Luce (kilometrowa drewniana kładka przez rozległe, podmokłe łąki). Przy Grobli Honczarowskiej (wiosną z wózkiem nie macie szans, mnóstwo błota i kamieni, chyba, że będzie wyjątkowo sucho). Przy Gugnach i leśniczówce Barwik. Łosia najłatwiej spotkać o wschodzie słońca lub w nocy, czając się na wieży. Ale w nocy droga bywa niebezpieczna, jest nieoświetlona, prowadząca przez dziki teren. Jedźcie bardzo wolno! My w pomrukach burzy, o zmroku, uciekaliśmy przed deszczem. Łoś wyskoczył nam przed samochód ale zdążyliśmy zahamować. Kawałek dalej wilk stał na poboczu, a mnóstwo małych oczek wystawiało swe główki zza krzaków. Wierzcie mi, że po takiej przygodzie adrenalina skoczyła nam do poziomu maksimum. W samochodzie wyczuwalne było napięcie porównywalne do tego z oglądania najmocniejszych kryminałów . Kierując się dalej na północ dojedziecie do Twierdzy Osowiec. Chcecie – zwiedzajcie. Ale tylko z przewodnikiem. Nas zdecydowanie bardziej cieszy natura. Polecamy więc Fort Zarzeczny II, kawałek drogi za Osowcem. Są i wojskowe zabudowania i bunkry, a po drugiej stronie drogi ścieżka przyrodnicza „Kładka” nad rozlewiskami. Tu na pewno zobaczycie dzikie gęsi i ptaki drapieżne. Ścieżka ma ponad 2km, znajdziecie na niej dwie wieże widokowe. W tamtym roku ponoć chodził tam łoś Teoretycznie na teren fortu wchodzić nie można, pozostawiam to więc waszemu sumieniu i ciekawości. My jednak zaryzykowaliśmy i w nagrodę spotkał nas cudowny widok na rozlewiska i stada ptaków. Polecam! Gdzie się da, wejdźcie wyżej, i przy drodze, i między domami i na wały. Z każdej strony widok jest powalający. Gratka dla całej rodziny: Co: Twierdza Osowiec - zwiedzanie tylko z przewodnikiem, po uprzednim umówieniu się, liczebność grupy max. 35 os. Koniecznie weźcie coś na komary, dodatkowo czapki, chroniące przed kleszczami. I przygotujcie rodzinę na ponad 2h zwiedzanie. Gdzie: Osowiec Bilety: 3-5zł plus koszt przewodnika Z Tykocina warto wybrać się jeszcze bardziej na wschód. Zacznijmy od Białegostoku. Wycieczkę zaplanujcie na cały dzień, na pewno nie będziecie się nudzić. Zobaczycie tu Pałac Branickich (obecnie uniwersytet) z pięknymi ogrodami, odnowiony rynek i cerkwie. Nas urzekły dwie atrakcje: białostockie mini ZOO i Centrum im. Ludwika Zamenhoffa. ZOO położone jest w parku, w pobliżu osiedla. Wstęp do niego jest bezpłatny. Malutkie ale bardzo zadbane, klatki czyste, odnowione. Odważyliśmy się stwierdzić, że jest w dużo lepszej kondycji niż ZOO warszawskie. Zobaczycie tu rysia, żbika, bociany, zające, ptaki, sarny, konie itd. Z maluchami dacie radę na piechotę, to naprawdę niewielki teren, ale ze wszystkim co może zaciekawić dziecko. Drugim miejscem jest Centrum Zamenhoffa – twórcy języka esperanto. Poza ciekawą, multimedialną i na wysokim poziomie wystawą na parterze, warto udać się do sali zabaw na piętrze. Pełno tu zabawek w stylu Montessori; jest teatrzyk, krzywe zwierciadła, kulodrom, klocki, mini piaskownica, zabawki do koordynacji ruchowej i pamięciowej. Sporą część wyprodukowała nasza rodzima firma Pilch. Godzina, to minimum, które musicie przeznaczyć na to miejsce (wystawę zwiedza się około 30 min). Gdzie jeść: Restauracja: Babka, Białystok Menu: kuchnia wschodnia, ukraińska, gruzińska, żydowska, bardzo oryginalne dania, dość ciekawa w smaku soljanka. Mają kwas chlebowy – miodowy, własnej produkcji, ale nie przypadł nam do gustu. Dla dzieci: nie ma nic Jedźmy dalej ku wschodniej granicy. Punktem obowiązkowym jest urocze miasteczko Supraśl, w którym kręcono film „U Pana Boga za piecem”. Wcześniej zatrzymajcie się jeszcze w Wasilkowie by zobaczyć cerkiew św. Piotra i Pawła. Można też podjechać do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Świętej Wodzie, do źródełka i na Górę Krzyży. Sam Supraśl na pewno was zaskoczy. Z jednej strony to ciche miasteczko, pełne starej drewnianej zabudowy, z pięknym pałacem i deptakiem nad rzeką, a z drugiej małe centrum turystyczne. Latem zjeżdża się tu cała okolica. Głównym powodem jest plaża miejska, spodziewajcie się więc tłumów. My byliśmy zszokowani. Polecamy spacer nad rzeką Supraśl i wizytę w Muzeum Ikon, które znajduje się przy prawosławnym Monastyrze Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. To bardzo dobrze przygotowana wystawa, przedstawiająca ponad 300 ikon, które udało się uratować z przemytu. Ikony są dobrze wyeksponowane. Ktoś naprawdę miał głowę na karku tworząc to miejsce. Nie powstydziłaby się go sama stolica :). W miasteczku można zobaczyć drewniane domki tkaczy i wejść do siedziby Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. Gratka dla całej rodziny: Co: supraska gra miejska, potrzebne do niej są tablety lub smartfony Gdzie: Supraśl Bilety: za darmo Gdzie jeść: Restauracja: Łukaszówka, Supraśl Menu: kuchnia domowa, regionalna, tłumy i kolejki mówią same za siebie Dla dzieci: to restauracja idealna dla rodzin z dziećmi, mają dobre jedzenie, świetny plac zabaw i kilka innych atrakcji dla maluchów Ostatnim punktem na mapie podczas naszych wakacji w Tykocinie jest Arboretum im. Powstańców 1863 w Kopnej Górze. Przyznajemy, że to atrakcja raczej dla przyrodników lub fanów spacerów po parku. Byliśmy tam już po przekwitnięciu rododendronów (polecam raczej maj). Umęczyliśmy się trochę z wózkiem – słabo oznakowana trasa i w końcu odpoczęliśmy na placu zabaw. Ale dla dzieciaków zbieranie szyszek, szukanie żab w stawie i kamyków jest atrakcją samą w sobie. Goniądz i okolice Goniądz leży w sercu Biebrzańskiego Parku Narodowego, jest więc idealną bazą wypadową. Samo miasteczko, poza widokami na Biebrzę, nie ma zbyt wiele do zaoferowania. W pobliżu jest tyle do zwiedzania, że postanowiliśmy spać właśnie tu. Polecamy pobudki o świcie (gdy drugi rodzic pilnuje śpiących maluchów) i wędrówkę za Goniądz, w stronę lasu i wież widokowych. Poranne mgły lekko unoszące się do góry, dzikie zwierzęta, powolne ocieplanie krajobrazu promieniami słońca, chlupot rzeki i dzwony rozbrzmiewające o 6:00 na całą okolicę, na długo pozostaną w mojej pamięci. Nocleg u Sośniaków polecamy z całego serca. Możecie tu wypożyczyć kajaki i rowery, posłuchać opowieści właścicieli, jak zaczynali, kto przyjeżdża łapać motyle, a kto w Biebrzy nurkuje. Na działce znajduje się wieża widokowa, zaraz za płotem jest Biebrza i las. Codziennie rano turyści z domków wypatrywali tam łosi, niektórym się udało. Dodam, że dla wędkarzy nie ma bardziej idealnego noclegu. My ciągle chcemy tam wrócić. Gdzie jeść:Restauracja: Bartlowizna, niesamowity wystrój, świetne położenie nad rzeką, ale wysokie ceny. Obok sklepik z regionalnymi specjałami. Menu: kuchnia podlaska, pyszny lin w śmietanie Dla dzieci: taras nad oczkiem wodnym, koło wodne, ekspozycja starych maszyn rolniczych, fontanna i mnóstwo ciekawych elementów wystroju Gdzie spać: Nocleg: Agroturystyka „Sośniaki”, drewniane dwupokojowe domki z łazienką, aneksem kuchennym i meblami ogrodowymi Ceny: ok. 130zł/noc/domek Plac zabaw: fantastyczny! Huśtawki, piaskownica, trampolina, zjeżdżalnia, mnóstwo zabawek i sztucznych, małych ogrodowych dekoracji. Pojedźcie z Goniądza w stronę Dolistowa Starego, zobaczycie tam typowe wsie ulicówki, ze starą drewnianą zabudową. Zejdźcie w dół do rzeki, za nią już tylko rozległe pola i rozlewiska. Kawałek dalej znajduje się Kopytkowo, cel każdego łosio maniaka. Tam ponoć łosie można spotkać najczęściej. Pamiętajcie jednak, że wiosną przejście lub przejazd jest niemożliwy ze względu na wysoki stan wody. Grzędy i Rezerwat „Czerwone Bagno”, to kolejne miejsca, do których warto się wybrać w Biebrzańskim Parku Narodowym. Na wycieczkę trzeba poświęcić cały dzień. Z maluchami można się wybrać z wózkiem (uwaga na korzenie) lub w nosidle. Starsze mogą już narzekać, ponieważ ścieżka dydaktyczna jest bardzo długa. Żeby dostać się na Wilczą Górę i punkt widokowy, najlepiej wypożyczyć rowery – trasa ma ponad 20 km. To obszar ochrony ścisłej, samochód trzeba zostawić na parkingu. Po drodze zadzierajcie wysoko głowy, sporo drapieżników lata tam po niebie. Na początku ścieżki na dzieci czeka ciekawostka – zwierzęta w ośrodku rehabilitacji. Tu dziki, lisy, wilki i łosie dochodzą do siebie. Gdy wrócą do zdrowia, wracają na wolność. Ścieżka „Czerwone Bagno”, to kilometrowa kładka z widokiem na trzcinowiska. Przejdźcie się też do Uroczyska Dęby – polany z ponad 200 letnimi drzewami i na ścieżkę „Wydmy”. Gdzie jeść: Restauracja: Zagroda Kuwasy, Woźnawieś; hotel i restauracja w sercu lasu, w totalnej ciszy i głuszy Menu: kuchnia polska i podlaska Dla dzieci: krzesełka do karmienia, specjalne menu, piaskownica, plac zabaw 45 minut jazdy na wschód od Goniądza znajduje się Szuszalewo i ścieżka przyrodnicza „Błota Biebrzańskie”. Dzieciaki na pewno będą miały frajdę z biegania po bardzo długich drewnianych kładkach. Młodsze dadzą radę w wózku. Nasz mieścił się na styk i często spadał z trasy, także uzbrójcie się w cierpliwość. To w sumie istotna cecha w przypadku tej wycieczki, bo ścieżkę trudno jest znaleźć. Nawet miejscowi nie potrafili nas pokierować. A potem idziesz, idziesz, idziesz tą ścieżką i czekasz na efekt „wow”. Myśmy się nie doczekali, ale i tak było milo Po prostu nie spodziewajcie się rozlewisk w maju, wtedy zobaczycie tu tylko wielkie łąki i trochę roślinek. W marcu krajobraz wygląda zapewne zupełnie inaczej. W drodze powrotnej do Goniądza można zajechać do Uroczyska Trzyrzeczki. Znajduje się tu ścieżka przyrodnicza „Las”, a w okolicy fortyfikacje Linii Mołotowa. Zresztą spytajcie miejscowych. Nam opowiedziano historie o pochowanych po lasach składach amunicji. Sama ścieżka to po prostu bardzo przyjemny spacer przez las grądowy, z wielkimi okazami dębów i jesionów. Tu możecie pokazać dzieciom, jak ogromne mogą być drzewa, jeśli nikt ich wcześniej nie zetnie. Na końcu wycieczki można zajrzeć do leśniczówki. Leśniczy hodował kiedyś sporo zwierząt, teraz zostały mu tylko konie. Jeśli przejechaliście już Carskim Traktem, polecamy wam drogę między Wizną a Radziłowem, w stronę Goniądza. Już kilka kilometrów od Wizny czeka na was kolejny świetny punkt widokowy. Tym razem z widokiem na ogromny teren Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wieża w Burzynie im. Wiktora Wołkowa zlokalizowana jest na skarpie, co tylko potęguje efekt. Prawie na pewno spotkacie tu zapalonych fotografów, ornitologów z aparatami – lunetami. Sam pan Wiktor Wołkow znany jest w fotograficznym świecie. Pewnie i wy trafiliście na jego zdjęcia w wydawnictwach o Podlasiu. Za Burzynem zatrzymajcie się jeszcze w Brzostowie. Tu Biebrza przypomina trochę Amazonkę. Można popływać kajakiem i wejść na wieżę widokową. Jeśli będziecie mieli trochę szczęścia, zobaczycie pływające krowy i konie, które przedostają się przez rzekę na rozległe łąki. Suraż i okolice Suraż to chyba najmniejsze miasto w Polsce, położone nad samą Narwią. Nie znajdziecie tu zbyt wielu imponujących atrakcji, ale to kolejna świetna baza wypadowa. Jeśli macie ochotę przejść się po okolicy, wejdźcie do prywatnego Muzeum Kapliczek, na cmentarz żydowski i Górę zamkową (dawne grodzisko). Średniowieczna osada Nawia prawie nie istnieje, a przynajmniej w czerwcu tego roku była w opłakanym stanie. Kawałek za Surażem, idąc ulicą 11 listopada i dalej lasem, można dojść na wieżę widokową. Kolejne znajdują się w Uhowie, Łapach, Topilcu i Wólce Waniewsko. Gratka dla całej rodziny: Co: Muzeum Kapliczek Gdzie: Suraż Bilety: informacja u gospodarza Gdzie spać: Nocleg: Pensjonat Bajdarka, położony nad samą rzeką, na miejscu restauracja z krótkim i smacznym menu. Wypożyczenie roweru 25 zł/dzień, kajaków 45 zł/dzień. Fachowa obsługa i pomoc przy wyszukiwaniu atrakcji. Bardzo mili właściciele. Miejsce na ognisko. Tylko nie bierzcie pokoi na parterze. Słychać kroki wszystkich gości wchodzących do pensjonatu i do restauracji. My mieliśmy kilka słabo przespanych nocy, ale wzięliśmy po prostu ostatni wolny pokój. Ceny: ok. 160 zł/pokój Plac zabaw: brak, ale jest drewniany mostek, altanka, rzeka, a w restauracji na dzieci czekają kolorowanki i kredki. Z Surażu wybierzcie się na największą atrakcję Narwiańskiego Parku Narodowego, czyli kładki i ruchome pomosty w Śliwno – Waniewo. Nie jedźcie głównymi trasami, tylko trzymajcie się blisko rzeki. Po drodze wejdźcie na wieże widokowe i uważnie patrzcie przez okno. Nam udało się zobaczyć łosia kilka metrów od drogi. Bilety do NPN kupicie w sklepiku przed rzeką. Jest tam miejsce żeby odpocząć pod zadaszeniem i podziwiać konie. Możecie wziąć wózek, zmieści się na kładkach, ale pomosty są na różnych wysokościach więc czeka was dużo noszenia. My dwukrotnie postawiliśmy na noszenie na barana . Sama trasa nad rozlewiskami Narwi ma ponad 1km, w całości po drewnianym pomoście (zadzwońcie najpierw do informacji, ponoć po wakacjach 2017 kładki mają iść do generalnego remontu). Po drodze czeka na was 5 ruchomych pomostów napędzanych tylko i wyłącznie siłą mięśni – trzeba ciągnąć łańcuchy. Niebywała atrakcja! Po środku stoi wieża widokowa, a na końcu szlaku, przed informacją turystyczną znajdziecie mały plac zabaw. Gratka dla całej rodziny: Co: Kładki Śliwno - Waniewo Gdzie: Śliwno Bilety: 5zł normalny, 2,5 zł ulgowy Z Waniewa można wyruszyć do Kurowa – siedziby Narwiańskiego Parku Narodowego. Tu czeka na was świetna ścieżka przyrodnicza, bardzo manualna, dla dzieci super zabawa. W kasach możecie nabyć bilety, wypożyczyć kajaki, a nawet opłacić pobyt pod namiotem – tuż przy przystani. Kolejna ścieżka edukacyjna znajduje się już nad samą rzeką. Kierując się na południe od Suraża, nie sposób nie pojechać nad Stawy Pietkowskie. To nasze największe odkrycie tego roku. Raj dla ornitologów, obszar o powierzchni niemal 200 ha, pełen stawów i kanałów. Zaparkujcie pod Ośrodkiem Edukacji Cyraneczka, tam znajdziecie szczegółowe informacje i króciutką ścieżkę edukacyjną. Stawy pochodzą z XIX i XX wieku, ich nazwy to między innymi imiona córek właścicieli – Hrabiów Starzeńskich. Szlak wokół stawów ma prawie 5 km, przejezdny dla wózków, lecz przy wysokiej trawie możecie się trochę namęczyć. Po drodze wejdźcie na wszystkie wieże widokowe i domki dla ornitologów. Same domki są genialne w swej prostocie, nie spotkaliśmy ich nigdzie indziej. To trzy drewniane ściany z zadaszeniem, pełne okienek zamykanych na haczyki. Okienka są na różnej wysokości i służą do obserwacji ptaków. Dla naszego syna otwieranie tych najniżej położonych było chyba największą frajdą całego wyjazdu. Potem, za każdym razem, gdy widział wieżę widokową, pytał, czy będą tam okienka. Patrzcie uważnie, sporo tu bielików, ogromna populacja łabędzi krzykliwych, są rybitwy, które mieszkają w śmiesznych domkach na wodzie, są bociany czarne a okoliczne lasy zamieszkuje wataha wilków. Polecamy wypożyczyć rower w Pensjonacie Bajdarka i przejechać 5 km polami (trochę piaszczyście) i obserwować tutejszą przyrodę o wschodzie lub zachodzie słońca. Niebywałe przeżycie. Jeszcze dalej na południe zlokalizowany jest Ziołowy Zakątek. Oj można o nim pisać i pisać. Więc po prostu przyjedźcie! To ogromny ogród botaniczny pełen ziół. Jeśli korzystacie z przypraw „Dary Natury” – to rosną one właśnie tu! Na wizytę poświęćcie kilka godzin. Przespacerujcie się zadrzewionymi alejkami do lasku, do magicznego kręgu, na jedzenie, do stodoły, gdzie można zjeżdżać na kopy siana, do gospodarstwa z bogatym inwentarzem. Nasz Tymek nie mógł oderwać oczu od małych pisklaków, króliczków i koziołków, które nieźle koziołkowały. Większość zwierząt biega tam na wolności, wrażenie jest więc tym większe. I co najważniejsze – Ziołowy Zakątek ma fantastyczny wprost plac zabaw. Prosty, naturalny, z domkiem na drzewie jak z moich dziecięcych marzeń, z tunelem wyżłobionym w starym drzewie, z ogródkiem do sadzenia roślin, piaskownicą, zjeżdżalnią, kuchnią… wszystko z drewna. Bajka! Gdzie jeść: Restauracja: Karczma w Ziołowych Zakątku Menu: kuchnia regionalna, malutki wybór. Spróbujcie pierogów, blinów. Mają pyszny kompot i kawę żołędziową! Dla dzieci: genialny plac zabaw na terenie zakątka, mnóstwo maszyn rolniczych i zwierząt Kolejny dzień wakacji poświęciliśmy na zwiedzenie Krainy Otwartych Okiennic. To umowna nazwa terenu położonego między wsiami Kaniuki a Trześcianką. Zobaczycie tu wioski, w których zatrzymał się czas, bez asfaltu, ze starymi domami i co najważniejsze, z pięknymi okiennicami. Bo o ozdobne okiennice tu chodzi. Jeśli lubicie wschodnie klimaty i architekturę oraz fotosafari ;) - przyjeździe. Po drodze warto zatrzymać się w Puchłach i zwiedzić cerkiew. Jeśli znajdziecie trochę czasu, więcej cerkwi zobaczycie w Bielsku Podlaskim. Ale poza samymi świątyniami i miejscem, gdzie kręcony był film „Znachor” nie ma tu zbyt wiele… Gdzie jeść: Restauracja: Podlasianka, Bielsk Podlaski, dobre jedzenie w bardzo przystępnych, lokalnych cenach Menu: kuchnia podlaska, polska, dobre bliny i przepyszny devolay Dla dzieci: nie ma nic poza miłą obsługą W drodze powrotnej do Surażu przejedźcie przez Doktorce i Zawyki (wzdłuż rzeki Narew). To kolejne wioski bocianie (choć już nie europejskie). Każde niemal gospodarstwo ma tu swoje bocianie gniazdo. Gratka dla całej rodziny: Co: Park Linowy, 6 tras, mają trasę dziecięcą i kolejkę Gdzie: Doktorce Bilety: można kupić pełen pakiet atrakcji bez limitu za 70/85 zł lub wykupić poszczególne atrakcje, a jest ich tu całe mnóstwo! Będąc w Surażu czy Tykocinie, warto zaplanować sobie cały dzień na wycieczkę do Białowieży. Po drodze zajedźcie do Hajnówki zobaczyć cerkiew pw. Świętej Trójcy. Największą atrakcją dla maluchów jest Pokazowy Rezerwat Żubra, gdzie poza żubrem zobaczycie żubronie, łosie, jelenie, dziki i wilki. Z naprawdę bliska! Na zwiedzanie przeznaczcie około 1,5h. I napiszę coś, czego może pisać nie powinnam. Popatrzcie na stoiska mini bazarku przed wejściem na teren rezerwatu, przy parkingu. Poza regionalnymi produktami jak miody, sery i wyroby z drewna, można trafić na małe cudeńka. W zalewie produktów made in China nasz mały Tymek zauważył (do dziś nie wiem jakim cudem) drewniane kolejki z bajki „Tomek i Przyjaciele”. Kolejki spore, na magnesy, ładnie pomalowane, w cenie 10 zł/sztukę. Żal nie brać, radzimy wam to jako rodzice małego kolejkowego maniaka , który po dziś dzień bawi się nimi niemal codziennie. Zabawki kupicie również przed wejściem do parku i Puszczy Białowieskiej w Białowieży. My zrezygnowaliśmy ze zwiedzania samej puszczy – grupa musi być podporządkowana przewodnikowi, a po drodze mnóstwo korzeni (tak przynajmniej mówili w informacji). Poczekamy aż nam dzieci podrosną, będą chodziły same i z zaciekawieniem słuchały przewodnickich opowieści. Znaleźliśmy za to, zupełnie przypadkiem, genialną alternatywę, w sam raz dla rodzin z dziećmi! Rejs katamaranem po Narewce. Trwa prawie godzinę, przy okazji można zarzucić wędką właścicieli, posłuchać o przyrodzie i popatrzeć na ptaki z perspektywy wody. Koszt to około 50zł. Gratka dla całej rodziny: Co: Turystyczna Kolejka Wąskotorowa, poświęćcie na nią kilka godzin! A jeśli nie kolejka, to w Białowieży macie jeszcze do wyboru drezynę (znów napędzaną siłą mięśni ;)) i kolejkę jadącą po asfalcie Gdzie: Hajnówka Bilety: 20/30 zł Gratka dla całej rodziny: Co: Pokazowy Rezerwat Żubra Gdzie: Białowieża Bilety: 10 zł, ulgowy 5 zł Gratka dla całej rodziny: Co: Stacja Białowieża Pałac, świetne miejsce dla każdego z bardzo nietypowym placem zabaw, tajemniczym ogrodem, herbaciarnią w pięknym budynku i mnóstwem innych atrakcji Gdzie: Białowieża Bilety: 6 zł/os Gdzie jeść: Restauracja: Gospoda pod Żubrem, a dla lokalsów „u Jurka”, ilość gości i czas oczekiwania mówią same za siebie, pyszności! Menu: kuchnia podlaska, dobre pielmieni, babka ziemniaczana, a na deser ciekawe ciasto „Marcinek”. W stylu sękacza – przyznam, że z wyglądu śliczne, ale dla mnie zbyt ciężkie. Kartaczy nie dane nam było spróbować, bo już się skończyły. Dla dzieci: raczej niewiele, chyba, że leżaki i stoliki z pni Oczywiście, to nie jest całe Podlasie. Są jeszcze przecież spływy tratwami po Biebrzy, czyli drewnianymi domkami, w których mieszka się na rzece. Mamy też w zanadrzu opowieści z północnej części województwa, gdzie krajobraz jest już zupełnie inny, pełen polodowcowych górek i dolinek. Ale to już inna historia. Mamy nadzieję, że przekonaliśmy was do odwiedzenia jednego z najciekawszych regionów w Polsce. Spieszcie się, póki jeszcze jest dziko i sielsko! Taki kontakt z naturą zapadnie dzieciom w pamięć! Poniżej jeszcze kilka praktycznych rad: Planujcie wycieczki tak, by wypadały one w porach drzemki dzieci – wtedy unikniecie niepotrzebnych nerwów w samochodzie i spokojnie dojedziecie do celu Upewnijcie się, czy restauracje i miejsca, które chcecie odwiedzić są otwarte Koniecznie weźcie środki na komary i kleszcze (najlepiej też przyrząd do wyciągania kleszczy), czapki, kalosze i filtry słoneczne. Aparat z dobrym obiektywem albo lornetka dla każdego członka wycieczki to dodatkowa frajda! Kupcie dobre mapy i zaglądajcie do każdej otwartej informacji turystycznej. Często na miejscu mają świetne wydawnictwa i bezpłatne ulotki/mapy niedostępne w księgarniach. Właściciele pensjonatów i domków też na pewno wam pomogą. Rowery na Podlasiu są idealnym rozwiązaniem! Nie planujcie zbyt dużo naraz i pamiętajcie by codziennie znalazło się coś dla najmłodszych podróżników. Może to być plac zabaw, zagroda ze zwierzakami, czy po prostu restauracja z kącikiem dla malucha. Niech nasze pociechy mają trochę czasu na zwykłą zabawę! Jeszcze niedawno nie mieliśmy problemów ze znalezieniem noclegów, ale w tym roku Podlasie przeżywało chyba jakiś boom, i po dziesiątkach telefonów udało nam się w końcu znaleźć pokój. Morał z tego taki, że musicie rezerwować noclegi z wyprzedzeniem Poczytajcie trochę o kuchni regionalnej, żeby wiedzieć czym jest babka ziemniaczana, pielmieni, kartacze, Marcinek itp. Życzymy wam magicznych chwil na Podlasiu! Kasia, Paweł, Tymek i Bartek Osieccy.
Świadectwa kultury ludowej najlepiej oglądać późną wiosną i latem, wśród kwitnących bzów, zapachu konwalii i dmuchawców. To najlepsza pora, by odwiedzić Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej, które swoją działalność zainaugurowało we wrześniu zeszłego roku. Powstało w wyniku połączenia Białostockiego Muzeum Wsi i Działu Etnografii, wyłączonych ze struktur Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, i stanowi jedną z najciekawszych tego typu instytucji w Polsce. Odwiedziny w skansenie, złożonym z tradycyjnych domków zbudowanych zgodnie z zasadami zabytkowej drewnianej architektury podlaskiej, obrośniętych różowymi floksami, to świetny sposób na rodzinne popołudnie i możliwość poznania historii Podlasia. Jest to okazja do podziwiania obiektów tzw. małej architektury – krzyży, kapliczek, studni, budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także XIX-wiecznego dworu z Bobry Wielkiej. To także kusząca propozycja dla turystów, tym bardziej że Podlasie się unowocześnia i żeby zobaczyć takie obiekty w naturalnych warunkach, trzeba by było zjechać wiele kilometrów, i to najlepiej opuszczonymi wiejskimi drogami. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej wciąż się rozwija, przenosząc nowe obiekty, co jest często jedynym sposobem ich zachowania. Odwiedzający mogą wybiera spośród ośmiu stałych wystaw. Najnowsza to propozycja dla miłośników ptaków. „Ptaki drapieżne i sowy" w budynku gajówki z Krusznika dzięki rozwiązaniom multimedialnym przenosi w naturalne środowisko tych drapieżników. Interaktywna ekspozycja poświęcona sokolnictwu oraz polskim ptakom szponiastym to efekt współpracy pracowników Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej z Ośrodkiem Edukacji Ekologicznej Muzeum Podlaskiego – Sokolarnia. Podzielono ją na część wewnętrzną i plenerową, dostarcza wiedzy na temat budowy anatomicznej ptaków, a także historii sokolnictwa. Miłośników folkloru przyciągną wystawy poświęcone podlaskiej wsi. Wystawa „Dziecięce troski i beztroski. Dziecko w społeczności wiejskiej Podlasia XIX/XX w." ukazuje świat wiejskiego dziecka od niemowlęcia kołysanego w koszu zawieszonym pod sufitem po lata nauki w szkole. We wnętrzu wiejskiej chaty można zobaczyć przedmioty związane z życiem codziennym dziecka od najmłodszych lat, takie jak kołyski, wózki czy też chodziki. Są tu też zabawki, ale także tornistry i unikalne szkolne mundurki sprzed kilkudziesięciu lat. Propozycją dla miłośników techniki są wystawy „Sochy, sierpy, stępy... czyli o niegdysiejszym gospodarstwie" oraz „Środki transportu wiejskiego", na której można oglądać wozy, bryczki i sanie, jakie były używane na Białostocczyźnie od końca XIX do połowy XX w. Atrakcją są archaiczne urządzenia do transportu włócznego – samorodny włók krokwiowy oraz sanki, których używano latem do przewożenia pługa oraz radła na pole. Zainteresowanych wystrojem wnętrz usatysfakcjonują wystawy: „Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie", „Wnętrze chałupy z Tymianek Buci" oraz „O pożytkach z gliny płynących".
Kasztelik Korona Podlasia to bardzo, ale to bardzo ciekawe miejsce, stworzone z pasji, pracowitości oraz wspaniałej wyobraźni. Warto wiedzieć, że Kasztelik to kamienny zameczek, który powstał jako wynik pracy rąk tylko jednej osoby. Autorem tej niezwykłej budowli jest Pan Jerzy Korowicki, okoliczny aktywista. Spis treści1 Jak powstał i jak wygląda Kasztelik Korona Podlasia?2 Jak dojechać do Kaszteliku Korona Podlasia3 Informacje praktyczne dotyczące wpisu o Kaszteliku Korona Podlasia4 Co znajduje się w pobliżu Kaszteliku? Jak powstał i jak wygląda Kasztelik Korona Podlasia? Kilkanaście lat temu, Pan Jerzy, miłośnik obróbki kamienia, na malowniczej działce rozpoczął budowę efektownego przedsięwzięcia. W wyniku jego pracy powstał budynek, który nazwał go Koroną Podlasia, natomiast słowo „kasztelik” dodano później. Obecnie, Korona Podlasia, to budowla przypominająca mały zameczek. Są tu wieżyczki, wrota, miecze, tarcze, wszystko. Z parkingu prowadzi do zabudowań ścieżka otulona szpalerem drzew, która pięknie okala wyłaniający się zarys kaszteliku. Sama budowla ma około 15 metrów wysokości. Nie jest może zbyt obszerna, niemniej jednak jest tu mnóstwo ciekawostek, unikalnych pomysłów i interesujących detali, że trudno zatrzymać oczy 🙂 Całość zbudowana została z wyławianego, mytego i ociosanego kamienia. Konstrukcja uzupełniona jest dodatkami z pięknie obrobionego żelaza. Wnętrze kaszteliku jest jeszcze niedokończone, ale już znajdują się tam wyroby przygotowane przez lokalnych artystów. Po lewej stronie budynku są metalowe schody, którymi wspiąć się można na basztę, z której rozciąga się piękny widok na okoliczne łąki i lasy. Następnie przejść można na drugą stronę budynku i podziwiać kasztelik w pełnej okazałości. Z rozległej łąki wychodzą bardzo fajne zdjęcia, ponieważ mamy stąd doskonały widok na całą budowlę. W międzyczasie warto wsłuchać się w dźwięki otaczającego lasu, zaś na niebie często można zobaczyć drapieżne ptaki, które krążą majestatycznie na tle błękitu. Nieco dalej właściciel wykopał fosę, nad którą wybudował kamienny most, Strzegą go wielkie, żelazne halabardy, i ciekawe ozdobniki, dlatego warto zatrzymać się tu i podziwiać kunszt autora. Tuż za mostem, skorzystać można z miejsca grillowego, które również wybudowane zostało z kamienia. Wielki stół, który zbudowano pod kamienną altaną przypomina stół rycerzy Króla Artura. Wszystko spowijają rośliny, w naturalny sposób dodający uroku temu miejscu. Nad kasztelikiem powiewa flaga państwowa, natomiast jego herbem jest odwrócony herb Siemiatycz. Pan Jerzy w swoim kaszteliku spędza każdą wolna chwilę. Jest to przesympatyczny, otwarty na spotkania pan, który chętnie opowiada o przedsięwzięciu i jego historii, dlatego warto posłuchać jego opowieści. Jak dojechać do Kaszteliku Korona Podlasia Kasztelik znajduje się w pobliżu miejscowości Olendry, około 8 km od Siemiatycz. Aby do niego dojechać należy wyjechać z Siemiatycz drogą nr 19 w kierunku miejscowości Sarnaki, a następnie po 3,8km skręcić w drogę 640, na wschód. Informacje praktyczne dotyczące wpisu o Kaszteliku Korona Podlasia FB Kaszteliku otwarciakasztelik można zwiedzać codziennie, w godzinach wstęp jest wolny. Jednak w kilku miejscach znajdują się skarbonki, do których warto wrzucić kilka złotych i wspomóc dalszą budowę tego miejsca5atrakcyjność dla dzieci8, ponieważ prawdopodobnie każde dziecko będzie zadowolone ze zwiedzania tak fajnego zamku6warto, czy nie?zdecydowanie tak, ponieważ miejsce jest urocze i naprawdę fajnie jest móc podziwiać tak sympatyczne miejsce Reasumując, serdecznie polecamy wizytę w Koronie Podlasia, ponieważ bez wątpienia jest to jedno z wielu ciekawych miejsc w tej okolicy. Co znajduje się w pobliżu Kaszteliku? Siemiatycze (8 km)schrony Linii Mołotowa (ok. 3 km)święta góra Grabarka (8 km)Mielnik (12 km)Drohiczyn (19 km)Cerkiew w Koterce, błękitna cerkiew wybudowana na uroczysku (21,5 km)Ziołowy Zakątek w Korycinach, wspaniałe gospodarstwo i ziołowy ogród botaniczny (41 km) Ostrów Mazowiecka znajduje się w odległości 96 kmBiałystok znajduje się w odległości 105 kmWarszawa znajduje się w odległości 153 kmLublin znajduje się w odległości 156 km Lokalizacja Kaszteliku Korona Podlasia na mapie
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Akceptuję Więcej
Już w 2017 roku w lasach nieopodal Drohiczyna mieszkańcy natrafiali na padłe zwierzęta. To, co samo w sobie nie jest niczym niezwykłym, poważnie zainteresowało miejscowych rolników, leśników, miłośników zwierząt czy też zwykłych mieszkańców – wszystkich, którym los zwierząt nie jest obojętny. Powód tego zainteresowania był prosty. Jeśli obok siebie leżą padły wilk, kruki, pszczoły, orły i inne owady to wniosek nasuwa się sam – ktoś z premedytacją truje zwierzęta na masową skalę na Podlasiu. Na oślep truje zwierzęta, a może nawet ludzi Informację, które spływają od wielu mieszkańców na portalach społecznościowych wskazują na działania osób lub osoby, która truje zwierzęta co najmniej od 2017 roku. Trudno wskazać dokładną liczbę liczbę padłych zwierząt. Z pewnością wiele z nich padło w swoich legowiskach, gniazdach czy norach, ale mowa jest o setkach osobników. Wiadomo również jak zwyrodnialec truje zwierzęta i podaje truciznę w pokarmie – w postaci pokrojonej w kostkę słoniny lub boczku. Kostki słoniny znalazła na polu jedna z mieszkanek Drohiczyna, której dwa rasowe psy zatruły się śmiertelnie po jej spożyciu, a boczek został znaleziony w przewodzie pokarmowym bociana białego. – Informuje na swoim profilu Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków Czytaj także: Kradli Ciągniki! Przedsiębiorcza rodzina z Grójca wreszcie zatrzymana! Truje zwierzęta za pomocą zakazanych substancji Kiedyś stosowany środek ochrony roślin, wysoce szkodliwy karbofuran, prawdopodobnie jest używany przez przestępcę. Jego użytek na ujednoliconym europejskim rynku zakończyła decyzja Komisji Europejskiej z 13 czerwca 2007 roku, kiedy to został zakazany. Niedługo potem w ślad Unii Europejskiej poszły kolejne kraje z wysoko rozwiniętym rolnictwem, gdyż spływały kolejne doniesienia o jego wysokiej szkodliwości dla ekosystemu. Znanyjest na krajowym rynku pod nazwą handlową jako Furadan lub Curaterr firmy Bayer. Wszystkie 21 próbek, które przekazaliśmy do analiz do Państwowego Instytutu Weterynaryjny w Puławach, zawierały środek ochrony roślin, który ze względu na swoją toksyczność, został wycofany z użycia, ale ciągle bez większego problemu można go kupić za naszą wschodnią granicą. – Z inicjatywą komunikuje Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków . Persona, która truje zwierzęta wiedziała, że karbofuran jest składnikiem wspomnianych preparatów owadobójczych, bo to własnie jego ślady znaleziono, we wspomnianych wcześniej, psach i bocianie białym. Chce skrzywdzić jedno, nieświadomie masowo truje zwierzęta wielu gatunków? Wszystkie te informacje potwierdzają, że akcja eksterminacji zwierząt trwa nieprzerwanie i dotyka osobników różnych gatunków. Działanie wspomnianego preparatu chemicznego nie kończy się na zwierzęciu zjadającym rozrzuconą w polu trutkę. Padlinożercy pożywający się na otrutych ciałach zwierząt, padają zaraz po ich spożyciu. Sprawca truje zwierzęta takie jak: wilki, bociany, myszołowy, lisy, psy i koty, inne ptak drapieżne oraz drobne ssaki. Działanie trutki jest tak ostre, że w pobliżu truchła można znaleźć martwe owady żywiące się padliną. Wszystko, co wejdzie w kontakt z zakażoną tkanką – ginie. Trzeba przyznać, że lepiej by było, gdyby za tym wszystkim stało nieumyślne działanie człowieka, a nie tak dobrze zaplanowana i przemyślana zagłada setek istnień, dokonana z pełną świadomością i premedytacją. – komentuje przedstawiciel PTOP Apelujemy do mieszkańców gmin Korczew i Drohiczyn, aby uważali na swoje zwierzęta! - Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków
TATARZY NA PODLASIU Zbiórka uczestników i wyjazd z Warszawy ok. godz. 6 rano. Przejazd do Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej na Podlasiu. Udział w wydarzeniu- tatarskich dniach kultury. Przysmaki takie jak: czebureki, pilaw czy pierekaczewnik stały się jedną z wizytówek społeczności tatarskiej na Podlasiu, tym co przyciąga na organizowane przez nią imprezy spore grono smakoszy. To gratka także dla miłośników koni. Festiwalowi Kultury Tatarskiej towarzyszą Międzynarodowe Zawody Łucznictwa Konnego, można zobaczyć pokazy jazdy konnej i kaskaderskiej Szwadronu Kawalerii im. 10 Pułku Ułanów Litewskich, pokaz wyszkolenia kawaleryjskiego w wykonaniu Szwadronu Kawalerii Wojska Polskiego, Pułku Reprezentacyjnego Dowództwa Garnizonu Warszawa. To właśnie na wzór tatarskiej chorągwi powstały polskie formacje, a nazwa ułani pochodzi od nazwiska tatarskiego dowódcy. W trakcie festiwalu można nauczyć się strzelać z łuku i posługiwać szablą, są pokazy kaligrafii arabskiej i zwiedzanie tatarskiej jurty. Można też oglądać ptaki drapieżne i sowy z Ośrodka Edukacji Ekologicznej Sokolarnia. TERMIN: czerwiec 2022CENA: 155 zł/osobaCena zawiera:- transport autokarem, - opłaty drogowe, parking, - bilety wstępów do Muzeum, - poczęstunek niespodzianka,- opieka licencjonowanego pilota,- ubezpieczenie WIENER NNW Basic 6 000 zł, - podatek VAT, TFG, TFPCena nie zawiera: - wszystkiego co nie ujęte w programie, - dobrowolnego ubezpieczenia od kosztów rezygnacji w wysokości 3,75% ceny imprezy- wyżywieniaUwagi: - program zostanie podany na około miesiąc przed wydarzeniem- kolejność zwiedzania może ulec zmianie w związku z panującą pandemią COVID- 19,- na dzień tworzenia oferty wszystkie obiekty są udostępnione do zwiedzania,- zwiedzanie odbywa się z zachowaniem zasad sanitarno- epidemiologicznych wywołanych covid- 19- zajmowanie miejsc w autokarze wg kolejność dokonania pełnej wpłaty- możliwość zmiany programu na życzenie grupy.
ptaki drapieżne na podlasiu